Dzisiaj artykuł Tadeusza Olszewskiego (autor m.in. Zatoki ostów) zatytułowany Poezja i ginekologia, tekst ukazał się w Życiu Literackim nr 29, z 23.07.1989. Dla ciekawostki przypomnijmy, że dzięki tekstom Olszewskiego najbardziej gay friendly magazynem pod koniec lat 80. stała się... "Polska Miedź". Ale o tym mam nadzieję, jeszcze zdążymy opowiedzieć :)
Nasza aktywność to zasługa Juniora, któremu dzięki wielkie za podsyłanie materiałów.
Poezja i ginekologia
niedziela, 18 października 2009 | Autor: Wojtek o 06:14 1 komentarze Linki do tego posta
Diskrete Leidenschaften
Wracamy po przerwie. Tym razem będzie o książce. Jako ciekawostkę chcemy pokazać Wam kilka stron z pewnej niezwykłej książki. Diskrete Leidenschaften. Homosexuelle Prosa aus Polen. (wydana przez Foerster Verlag we Frankfurcie w 1988 roku. Antologia zawiera teksty 19 polskich autorów, m.in. Jerzego Andrzejewskiego, Wilhelma Macha, Tadeusza Brezy, Jarosława Iwaszkiewicza, Witolda Gombrowicza, Witkacego, Tadeusza Olszewskiego, Witolda Jabłońskiego i Jerzego Nasierowskiego.
Autorem antologii jest Wolfgang Joehling, niemiecki dziennikarz przez
wiele lat mieszkający w Polsce.
czwartek, 15 października 2009 | Autor: Wojtek o 05:32 4 komentarze Linki do tego posta
Test Turinga
Alan Mathison Turing urodził się 23 czerwca 1912 roku w Londynie. Miał zostać urzędnikiem, jak jego ojciec - pracownik indyjskiej służby cywilnej i w takim kierunku był początkowo kształcony. Od wczesnych lat wykazywał jednak sporo zainteresowania naukami ścisłymi. Wcześnie też odkrył swoją homoseksualność.
W wieku szesnastu lat zakochał się w swoim szkolnym koledze Christopherze Morcomie. Tym, co zbliżyło ich do siebie były wspólne pasje - matematyka i astronomia oraz plany kariery naukowej. Razem ubiegali się o stypendium w Cambridge. Otrzymał je tylko Morcom, ale wkrótce później - w lutym 1930 roku zmarł na powikłania pogruźlicze. Śmierć ukochanego była dla młodego Alana prawdziwym szokiem. Zawsze fascynowały go relacje między materią i duchem, zwłaszcza zaś procesy myślowe. Po odejściu Morcoma porzucił dziecięcą wiarę w niematerialną duszę, uznając że działanie ludzkiego mózgu ma charakter jak najbardziej cielesny. Wtedy być może zaświtała mu w głowie myśl o mogącej myśleć maszynie. Turing postanowił jeszcze ciężej pracować, żeby osiągnąć to, co nie było dane Christopherowi.W 1931 roku został przyjęty do King's College w Cambridge, gdzie znalazł się wśród takich tuzów jak John M. Keynes czy Arthur C. Pigou. Tamtejsze lewicujące środowisko było otwarte i pełne zrozumienia dla homoseksualnych związków (sam Keynes był także homoseksualistą), ale Turing od dyskusji o polityce i kulturze w ich gronie wolał bieganie, żeglarstwo lub wioślarstwo.
Lektura dzieł von Neumanna, Russella i Gödela z zakresu matematycznych podstaw mechaniki kwantowej oraz logiki matematycznej natchnęła go do zajęcia się epokowym wynalazkiem - uniwersalną maszyną obliczeniową. W swojej pracy "O liczbach obliczalnych" opublikowanej w 1936 roku sformułował on koncepcję modelu tego, co dziś nazywamy komputerem - głowica przesuwająca się po nieskończonej długości taśmie zawierającej symbole i mająca możliwość odczytu oraz zapisu tychże symboli. Ten model nazwano maszyną Turinga i do dziś wykorzystywana jest chociażby w dydaktyce, bo na jej przykładzie można zrozumieć zasadę wykonywania przez maszynę algorytmów o różnym stopniu skomplikowania.Swą dalszą pracę naukową Turing kontynuował za oceanem na Uniwersytecie Princeton, gdzie współpracował z kolejnym z ojców informatyki i twórcą teorii gier Johnem von Neumannem. Nadal zajmował się matematyką, budował także elektromechaniczne maszyny dokonujące obliczeń na liczbach dwójkowych. Zainteresował się również kryptologią, co miało mieć decydujące znaczenie dla jego losów w trakcie wojny, która niebawem wybuchła.
W 1939 roku Turing trafił do rządowego ośrodka w Bletchley Park, gdzie wraz z innymi naukowcami próbował złamać systemy kodujące używane przez Niemców w komunikacji. Sukces ma wielu ojców, ale to właśnie Alanowi Turingowi zawdzięczamy ostateczne złamanie kodu Enigmy. Rozwinął on ideę tzw. "bomby kryptologicznej", czyli maszyny, służącej łamaniu kodów, skonstruowanej jeszcze przed wojną przez polskich matematyków - Rejewskiego, Różyckiego i Zygalskiego. W 1940 roku Turing pojechał nawet na spotkanie z nimi do Francji. Polska "bomba" na skutek ciągłego rozwijania konstrukcji Enigmy przez Niemców oraz zmian w protokole przesyłania klucza przestała być użyteczna już z początkiem 1940 roku. Stanowiła jednak inspirację dla Turinga do stworzenia rozwiązań, które zapewniły Aliantom przewagę informacyjną w trakcie bitwy o Atlantyk, co jak twierdzą niektórzy miało bezpośrednie przełożenie na sukces operacji w Normandii i pokonanie hitlerowskich Niemiec.W 1945 roku Alan Turing został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego, ale tak jego praca, jak i zasługi wojenne były objęte klauzulą tajności jeszcze przez kolejnych 30 lat. Na podstawie podstaw teoretycznych zawartych w pracach Turinga w Bletchley Park skonstruowano jedną z pierwszych elektronicznych programowalnych maszyn pod nazwą Colossus. Wciąż nie była to jednak maszyna uniwersalna, jakiej model teoretyczny proponował. W tym sensie do dziś używa się względem maszyn oraz języków programowania pojęcia kompletności Turinga.
Plany takiego uniwersalnego komputera Turing stworzył w 1945 roku, jednak długo nie udawało mu się przekonać Narodowego Laboratorium Fizyki w Londynie do ich realizacji. Przeniósł się więc do Manchesteru, gdzie kontynuował pracę na tamtejszym uniwersytecie. Zresztą i tak bardziej niż fizyczna realizacja interesowała go sama idea komputera, zwłaszcza jako maszyny modelującej ludzki sposób myślenia. Zajął się więc teoretyczną stroną tego, co dziś nazywamy "sztuczną inteligencją".
W 1950 roku opublikował pracę pt. "Maszyna licząca a inteligencja", która stała się inspiracją dla naukowców różnych dziedzin - filozofów, psychologów i adeptów rodzącej się dopiero informatyki. W pracy tej sformułowana została koncepcja testu Turinga , czyli metody sprawdzenia, czy maszyna jest w stanie tak doskonale posługiwać się językiem naturalnym, że rozmawiający z niej człowiek nie będzie podejrzewał, że nie ma do czynienia z drugim człowiekiem. Dowód na zbliżenie się komputera do ludzkiego sposobu rozumowania. Taki swoisty test na człowieczeństwo, którego jak się wkrótce miało okazać nie przeszła wówczas brytyjska machina władzy.W uznaniu dokonań naukowych Alan Turing został przyjęty do grona Towarzystwa Królewskiego w 1951 roku. Jego wszechstronny umysł wciąż szukał nowych pól rozwoju. W tym samym roku opublikował pracę z pogranicza chemii, biologii i matematyki, pisząc o podstawach morfogenezy czyli w uproszczeniu mówiąc takich kwestiach jak skąd się biorą kształty dorosłych organizmów - jak układają się listki roślin, muszle ślimaków itp. Dobiegając czterdziestki zyskał wreszcie aprobatę środowisk naukowych. Można się było spodziewać, że w karierze zawodowej czekają go dalsze sukcesy.
Tymczasem swym życiu prywantym Turing wciąż poszukiwał miłości. Przez pewien czas był związany z jednym ze studentów matematyki - Nevillem Johnsonem. W grudniu 1951 roku na Oxford Street - miejscu spotkań homoseksualistów poznał 19-letniego Arnolda Murraya. Kilka tygodni później zamieszkali razem. Arnold, chłopak z ulicy, był pod wielkim wrażeniem starszego kochanka - pracownika uniwersytetu, który z taką pasją potrafił opowiadać o elektronicznym mózgu. Niefortunnie pochwalił się tą znajomością koledze, który dowiedziawszy się adresu naukowca, włamał się do jego domu. Turing zgłosił tę sprawę na policji. Arnold zorientował się, kto mógł być sprawcą i podzielił się tymi podejrzeniami z Turingiem. Ten udał się kolejny raz na komisariat, by uzupełnić swoje zeznania. Dociekliwi policjanci wypytali o charakter relacji między nim a Murrayem. Turing w swej prostolinijności wyjawił im całą prawdę, czym przyznał się do przestępstwa homoseksualizmu, za które groziło wówczas nawet kilkanaście lat więzienia. Obu natychmiast aresztowano - 7 lutego 1952 roku, w pierwszym dniu panowania królowej Elżbiety II.Osoba Turinga była poważnym problemem dla służb specjalnych, który przecież w trakcie swej pracy dla nich poznał wiele tajnych informacji. Będąca agencją wywiadowczą Centrala Łączności Rządowej (GCHQ) zerwała z nim współpracę, którą wciąż prowadził w tajemnicy nawet przed najbliższymi przyjaciółmi. Po procesie 31 marca 1952 r. sąd postanowił odstąpić od kary więzienia, dając Turingowi stały dozór policyjny i kierując na przymusową "terapię" hormonalną. To co nazywało się leczeniem wyniszczyło jego organizm. Mimo to starał się nie tracić humoru, żartując m.in. z piersi, które mu wyrosły na skutek przyjmowanych estrogenów, albo faktu, że jeśli zaparkuje swój rower w niedozwolonym miejscu, może trafić do więzienia na całe lata. Pół żartem, pół serio wyraził też swoje obawy, czy cała sprawa nie wpłynie na jego wiarygodność jako naukowca, podając możliwy sposób argumentacji jego oponentów: "Turing twierdzi, że maszyny mogą myśleć. Turing obcuje z mężczyznami. Wniosek: maszyny nie mogą myśleć."
Ucieczką od problemów stały się dla niego podróże. Odwiedził kilkukrotnie Skandynawię, dowiedziawszy się, że istnieją tam potańcówki dla samych mężczyzn i wydawane są gejowskie czasopisma, np. duński "Vennen" ("Przyjaciel"). Wiedział też o słynnej akcji norweskich gejów i lesbijek z 1951 roku, którzy do wszystkich lekarzy oraz gazet w kraju rozesłali ośmiostronicowy manifest pt. "Czego chcemy" ("Hva vi vil"), w którym domagali się tolerancji.
Turing nadal zajmował się swoją pasją - zgłębiał związki liczb Fibonacciego z budową roślin i tworzył algorytmy dla problemów matematycznych. W nazwach niektórych z nich pojawia się "Kjell". To imię zapoznanego w trakcie jednej z podróży Norwega. Gdy ten odwiedzał Turinga w Wielkiej Brytanii, tajniacy nie odstępowali ich na krok. Zapewne znajomość ta spotkała się z ostrą reprymendą ze strony służb, które nie tylko sprawdzały, czy Turing nie łamie warunków zawieszenia kary (stosunek homoseksualny byłby w tym wypadku recydywą), miały też obsesję, że zapoznany Norweg może być obcym agentem. Możliwe, że to one zasugerowały Turingowi "honorowe wyjście" z tej sytuacji, a są dziś też tacy, którzy twierdzą, że mu aktywnie w tym dopomogły.Alan Turing był coraz bardziej zmęczony tym szaleństwem wokół własnej osoby, uniemożliwiającym normalne prowadzenie tak życia zawodowego, jak i prywatnego. 8 czerwca 1954 roku został znaleziony martwy w swoim łóżku. Obok leżało nadgryzione jabłko, zanurzone uprzednio w cyjanku. Zasnął niczym Śnieżka z jego ulubionej bajki, ale tym razem nie pojawił się żaden książę, by zbudzić go pocałunkiem. Przyjaciele byli zszokowani, choć wspominają, że Turing wcześniej wdawał się z nimi w dyskusje na temat sposobów odebrania sobie życia. Jego matka do końca wierzyła, że był to wypadek, efekt roztargnienia Alana, który przeprowadzając eksperymenty chemiczne, przypadkiem się zatruł. Być może umyślnie wybrał taki sposób, dając matce możliwość wątpienia w samobójczy charakter jego śmierci.
Z czasem coraz więcej zaczęto mówić o zasługach Turinga dla kryptologii, matematyki, zwłaszcza zaś informatyki, która powoli zaczęła wypełniać jego wizje. Miejsca związane z jego życiem zostały oznaczone tablicami pamiątkowymi. W 1966 roku zaczęto przyznawać Nagrodę Turinga za wybitne osiągnięcia w dziedzinie informatyki. W Manchesterze, gdzie spędził ostatnie lata życia, nazwano jego imieniem ulicę i most, a w 79. rocznicę urodzin odsłonięto jego pomnik (fot. powyżej) w parku leżącym między tamtejszym Uniwersytetem a Canal Street, słynnym manchesterskim "gay village", znanym chociażby z serialu "Queer As Folk".
Świetnym źródłem informacji o Alanie Turingu jest strona internetowa prowadzona przez Andrew Hodgesa, autora jego biografii, wydanej również w Polsce pod tytułem "Enigma. Życie i śmierć Alana Turinga." Powstała także sztuka teatralna "Breaking the Code", przeniesiona na ekran telewizyjny i dostępna od jakiegoś czasu na DVD (ze świetnym Derekiem Jacobim w roli głównej) - polski tytuł "Złamany kod."---------
Autor tekstu prowadzi Bloga (wielo)branżowego, serdecznie zapraszamy!
poniedziałek, 31 sierpnia 2009 | Autor: Wojtek o 04:48 0 komentarze Linki do tego posta
Cherry Grove
W Levi-Straussa Smutku tropików natknąć się można na taki tekst:
Cherry Grove, wioskę zajmującą środek wyspy [Fire Island] (...) zamieszkują przeważnie męskie pary, zwabione tu prawdopodobnie odwróceniem wszystkich pojęć.
Cherry Grove było pierwszym "gejowsko-lesbijskim" miastem w Stanach Zjednoczonych. Miejsce to nie cieszyło się nigdy dobrą sławą - początkowo mieszkali tu "piraci", przestępcy i inne szumowiny. W 1869 roku część ziemi została zakupiona przez Archie Perkinsona, który postawił na turystykę (w hotelu na wyspie przebywał sam Ocar Wilde). Wielki huragan w 1938 roku zniszczył wyspę, przez co miasto postanowiło - za niskie kwoty - wynajmować domki na wyspie. Wtedy właśnie zaczęła się migracja do Grove osób związanych z teatrem - często gejów i lesbijek. Byli nie tylko w opozycji do heteronormy, ale i towarzystwa LGBT, które podzielone było na campowo-teatralne i oficjalne-naukowe, jak mówi o tym jedna z autorek historii wyspy.
Grove stało się letnią stolicą amerykańskich LGBT, tak pisała Esther Newton:
We could be affectionate in public without risking a beating, speak in normal tones over dinner and out on a walk, leave the curtains open when we felt like it--in short, behave as most Americans do all the time without a thought
Newton w swojej książce podkreśla, że na wyspie nie było kościołów, policji ani szkół, przez co zniknęły jedyne instancje ograniczające ludzką seksualność. Grove było sprzeciwem wobec mieszczańskiej utopii i jej wartości, a Newton dodaje, że było to miejsce, gdzie rodził się - przed Stonewall - "gay nationalism". To właśnie stąd wywodzili się członkowie Mattachine Society, jednej z pierwszych organizacji LGBT w Stanach, której protesty pod Białym Domem były szeroko komentowane w całych Stanach.
Obecnie Cherry Grove to kilkaset domków, zamieszkałych głównie latem. A kto w nich spędza wakacje? Wystarczy wpisać nazwę miejscowości w Google i trafiamy na stronę "Gay Travel Guide".
A na koniec widoczek na Grove:
W Polsce gejowskie wakacje spędzano w Chałupach, Sopocie i Dąbkach. O legendarnym Lubiewie nie wspominając :)
Więcej o mieście w książce: Esther Newton. Cherry Grove, "Fire Island. Sixty Years in America's First. Gay and Lesbian Town", a skrót i recenzja Newton: Alice Echols, "Cherry Grove, Fire Island: Sixty Years in America's First Gay and Lesbian Town." The Nation. 8.11.1993.
niedziela, 26 lipca 2009 | Autor: Wojtek o 12:00 0 komentarze Linki do tego posta
Andrzejewski o związkach partnerskich?
Ok, wracam z ciekawostką.
Andrzejewski o związkach partnerskich!?
Jednym z najciekawszych epizodów „gejowskiego” życia Jerzego Andrzejewskiego jest pewien list (fragmenty):
Zakopane, październik 1976 r.
Jerzy Andrzejewski
Warszawa
Al. Świerczewskiego 53 m. 4
Wielce Szanowny Panie Marszałku,
w imieniu własnym i mych najbliższych przyjaciół pozwalam sobie przesłać na ręce Pana Marszałka, dla Sejmu i władz PRL nasz Apel w sprawie wolności osobistych i tolerancji, z uprzejmą prośbą o przychylne rozpatrzenie przedstawionych postulatów.
Z wyrazami poważania
Jerzy Andrzejewski
„Bardzo nam trudno zrozumieć zarówno czyjąś miłość, jak czyjeś praktyki miłosne” (André Gide)
Istotą istnienia cywilizacji jest stałe dążenie do doskonałości swobodnego i nieskrępowanego wyboru. W tym również do wolności seksualnej, pojętej znacznie szerzej, niż to zwyczajowo przyjęto, to znaczy do miłości homoseksualnej i lesbijskiej.
Różne formy seksualnego pożądania stanowią podstawę ludzkiej kompensacji, towarzyszą człowiekowi od urodzenia aż do śmierci. Są niezbędnym warunkiem jego istnienia.
Miłość człowieka do człowieka jest niezbywalnym prawem istoty ludzkiej, podstawowym warunkiem jej szczęścia i nieskrępowanego rozwoju. Żadne zakazy nie mogą ograniczać urzeczywistnienia się tego prawa, nie mogą odbierać człowiekowi swobodnego wyboru obiektu jego miłości.
Miłość mężczyzny do mężczyzny czy kobiety do kobiety jest takim samym prawem istot ludzkich jak miłość między ludźmi płci odmiennej Wszystkie epoki piśmiennictwa – od ksiąg Starego Testamentu i od Pieśni Safony aż po największe dzieła literackie naszego wieku – pełne są świadectwa, że miłość seksualna do istot ludzkich tej samej płci istnieje odtąd, odkąd istnieje sam człowiek, że może być ona źródłem wielkich uczuć i duchowego rozkwitu jednostki. (...)
Istniejące w wielu kręgach społecznych w Polsce ostre przejawy potępienia społecznego praktyk homoseksualnych sprzyjają się tworzeniu swoistej „societa homoseksualis” - rodzaju subkultury lub specyficznej grupy odniesienia. Ludzie ci, napiętnowani „hańbiącym” - ze względy na istniejące tabu społeczne – znakiem homoseksualizmy wykluczeni są tym samym ze społeczności ludzi normalnych. (...)
Fakt społecznego potępienia ludzi pomawianych o „sprośne” praktyki miłosne prowadzi do wypaczanie kodeksu etycznego homoseksualistów na tek zasadzie, że potępiony może już robić wszystko, nic już mu bowiem zaszkodzić nie może. Należy więc z cała powagą i w majestacie prawa przeciwstawić się takiemu postępowaniu.
Protestujemy więc przeciwko wszelkim formom dyskryminacji obyczajowej jako sprzeczny z uznanym kodeksem postępowania i panującymi zasadami etyki społecznej. Dzisiaj zjawisko homoseksualizmu znajduje się niemalże na porządku dziennym. Żyjemy bowiem w świecie, w którym przede wszystkim ceni się sukces, a szarganie świętości na nikim nie robi wrażenia.
Zwracamy się z prośbą do władz PRL o rozpatrzenie następujących dezyderatów:
Zagwarantowanie szeroki swobód w traktowaniu życia seksualnego ludzi obojga płci według własnych upodobań oraz możliwości publicznego wypowiadania się w tych kwestiach w prasie, radiu, telewizji bez ograniczeń natury formalnej i faktycznej sprawowanej przez urząd cenzorski.
Zawieranie – wzorem zachodnich państw europejskich – małżeństw osób tej samej płci oraz potwierdzenia prawem naszego Państwa wszelkich konsekwencji wynikających z tego faktu.
Swobodnego zrzeszania się osób wspólnych zainteresowań obyczajowych podczas spotkań towarzyskich w klubach i na zjazdach.
Rozpatrzenie przez władze polskie przedstawianych postulatów oraz nadanie im statusu moralno-prawnego będzie potwierdzeniem humanistycznych zasad współżycia społecznego przyjętych przez rząd PRL podczas obrad KBWE w Helsinkach.
Jerzy Andrzejewski
Zakopane, październik 1976
List ten został opublikowany w „Przeglądzie Tygodniowym” w 1995 roku bez żadnego komentarza. Apel jest esbecką fałszywką, która była rozsyłana po całej Warszawie, by zdyskredytować pisarza. Z drugiej strony jesteśmy ciekawi co to za ciota pisała ten list. Z jednej strony zawiera on mnóstwo klisz językowych z „nowomowy”, z drugiej ma pewne postemancypacyjne tendencje. Może to i szkoda, że Jerzy Andrzejewski faktycznie go nie napisał?
piątek, 17 lipca 2009 | Autor: Wojtek o 12:43 0 komentarze Linki do tego posta
40 lat minęło...
O 1:20 w nocy, 28 czerwca 1969 roku 4 policjantów w marynarkach, dwóch oficerów w mundurach, detektyw Charles Smytrhe i inspektor Seymour Pine podeszli pod drzwi baru Stonewall Inn i powiedzili: "Police! We're taking the place!". W barze było w tym czasie ponad 200 osób. Od tego zaczęło się najbardziej zmitologizowane wydarzenie w historii ruchu LGBTQ. A dokładniej od momentu, gdy lesbijka (inne wersje mówią o drag queen), którą wciągnięto do radiowozu wydostała się z niego i zaczęła się walka...
Niestety, polskie środowisko LGBTQ nie ma takich wydarzeń. Akcja "Hiacynt" jako mit funckjonuje, choć łatwo go obalić i z mitu pozostaje nudna historyjka, jak ostatnio podpowiedział mi M. może za jakiś czas takim wydarzeniem będzie akcja "Niech nas zobaczą", ale muszą jeszcze minąć lata. Nie mamy własnych "świętych", jak Amerykanie, którzy mają na przykład Sylvię "Ray" Riverę. Może by tak kogoś przywrócić i uczynić symbolem... tyle, że chyba nie ma zbyt wielu kandydatów i kandydatek. Komornicka, a może - Walasiewiczówna (Stella Walsh)...
Próbowano odtworzyć, przy czym ludzie mogli bawić się w Stonewall Inn w nocy z 27 na 28 czerwca. Elvisa nie mogło zabraknąć:
niedziela, 28 czerwca 2009 | Autor: Wojtek o 06:11 0 komentarze Linki do tego posta
Niebezpieczne łóżka
poniedziałek, 15 czerwca 2009 | Autor: Wojtek o 10:49 2 komentarze Linki do tego posta

