piątek, 1 stycznia 2016

5. Siedzę, oraz słucham głupich pytań.

~~Clary~~




Biedny człowiek. Tak, to człowiek. Obrócił mnie w swoją stronę. Mój oprawca to wysoki, zielonooki szatyn. No nie powiem, jest przystojni ale też i głupi bo nie wie z kim w tej chwili zadarł. Z mroku wyłonił się blondyn o piwnych oczach. Równie przystojny jak jego kolega. Clary o czym ty myślisz, oni cię zaatakowali...
-O, Sebo patrz jaka dziewczynka się tu kręci. Oj mała, co ja mogę z tobą zrobić..? Tyle rzeczy bym chciał ale nie wiem co wybrać.- Mówił. Zawsze zastanawiali mnie tacy ludzie. Czy ich kręciło takie traktowanie kobiet?
-Ja ci może pomogę w tej decyzji, jeśli ci życie miłe, lepiej sobie stąd idź.- Mówiłam, zachowując kamienną twarz.
-Ej stary, ona ci grozi.- Roześmiali się obaj. Na Anioła, oni chyba zabłądzili w kolejce po mózg.
-Naprawdę z was idioci. Nie wiecie z kim macie do czynienia.- Patrzę na nich z politowaniem.
-Myślisz że się ciebie przestraszymy.
Nagle z cienia wyłoniła się mężczyzna. Wygląda znajomo. Chwileczkę, to przecież Gabriel, najpotężniejszy miejscowy wampir. Oni odwrócili się do niego z uśmiecham na ustach.
-Brachu, patrz jaką mamy zdobycz.- Chwycił mnie za ramię i popchnął w stronę tego drugiego. Posłałąm Gabrielowi zadziorny uśmiech, chcę żeby wiedział że z chęcią złoję dupę jego przyjaciołom.
-Nawet nie waż się jej tknąć, bo pożałujesz.- Odpowiedział. Takiego go właśnie zapamiętałam, stanowczego. Pomimo muru który starał się zbudować wokół siebie. Tylko mi udawało się do niego dotrzeć.Od razy się ode mnie odsunął. Mimowolnie uśmiechnęłam się. Jestem zadowolona że mogę liczyć na starego przyjaciela. Zaczęli się wykłócać, dlaczego nie mogą mnie sobie wziąć. Wampir za wszelką cenę nie chciał zdradzić kim jestem, ale ja zrobiłam to za niego. Ich miny wtedy były bezcenne. Nie mogli uwierzyć że to ja jestem tą słynną legendą. Pozory mylą. Przyjaciel poprosił mnie o spacer. Ja oczywiście się zgodziłam. Podeszłam do niego po czym skierowaliśmy się w stronę naszego miejsca. Gdy tutaj przebywałąm zaprzyjaźniłam się z nim. Zawsze spotykaliśmy się pod starym dębem. Na jego korze były wyryte nasze inicjały. Oczywiście nie byliśmy parą. Traktowaliśmy się jak rodzeństwo. Cała droga przebiegła w ciszy. Kiedy dotarliśmy na miejsce usiedliśmy na ławce, która stała koło drzewa. Ta cisza wcale nie była niezręczna. Zawsze czułam się w jego towarzystwie dobrze. Z przemyśleń wyrwał mnie jego głos.
-Tak właściwie co tutaj robisz?- Zapytał
-Jak widać siedzę, oraz słucham głupich pytań.- Uśmiechnęłam się do niego chytrze.
-Nic się nie zmieniłaś- Obydwoje się zaśmialiśmy. Zaczęliśmy wspominać dawne czasy. Czasami brakowało mi takich rozmów. Niby też mogę porozmawiać z braćmi, ale jednak osoba która nie jest z tobą spokrewniona nie wyolbrzymia twego. Opowiedziałam mu o wszystkim co przez ten czas się zdarzyło. O Jack'u, oraz o nieszczęsnej przeprowadcę. Zapewnił mnie o tym że zawsze mogę na niego liczyć jeżeli coś się stanie. U niego nic się nie zmieniło. Wszystko po staremu. Miałam się już z nim żegnać, lecz gdy poczułam woń imbiru, przeraziłam się. Przez większą ilość krwi Anioła, mam wyczulone zmysły. Imbir oznaczał jedno. Tak pachniała śmierć.








Jeśli czytasz zostaw po sobie ślad... :)